niedziela, 20 października 2013

Rozdział 1

Nazajutrz całe miasto ponownie ogarnęła panika. Znaleziono ciało całkiem młodej kobiety. Wszyscy byli przerażeni ponieważ to już 17 ofiara w przeciągu zaledwie kilku dni. W licznym zbiorowisku znajdowała się siostra zabitej. Gdy tylko ujrzała ciało, wybuchła histerycznym płaczem szarpiąc jednego z pracowników Scotland Yard.
-Alice ! Gdzie na Boga jest Alice ?!- Krzyknęła zdesperowana dławiąc się łzami.
-Proszę się uspokoić.- Powiedział odsuwając jej dłonie od siebie.- Kim jest Alice ?
-Córką tej kobiety ! Moja siostrzenicą ! Kilkumiesięcznym niewinnym dzieckiem ! Gdzie ona jest ?!
-Nie znaleziono w pobliżu żadnego dziecka.- Odpowiedział spokojnie.
-Co ?! Na co czekacie ?! Szukajcie jej na Boga !
Lestat słyszał jej krzyki nawet w swej sypialni. Mimo, że próbował powstrzymać uśmiech na myśl, iż jest postrachem połowy Londynu nie oparł się tej pokusie.
-Alice.- Powiedział odwracając się w stronę łoża.-Więc takie nosisz imię.- Zwrócił wzrok ku dziecinie leżącej na aksamitnej czerwonej pościeli.
Usiadł obok niej, i delikatnie jakby podnosił cienkie szkło wziął ją w ramiona.
Nie mógł jej zabić, sam nie wiedział czemu za każdym razem gdy spojrzał na nią, coś głęboko w nim płakało na myśl, że jej piękne oczy miałyby nigdy nie zobaczyć choćby skrawka świata.Wampir opiekujący się dzieckiem, zabawne prawda ?
Na twarzy dziewczynki znów zagościł uśmiech.
-Piękną będziesz damą. Tego grzech ci odmówić.-Powiedział, delikatnie przejeżdżając swą bladą, zimną dłonią po jej poliku.
Alice czując chłód skuliła się nieznacznie. Wampir widząc to zabrał ją.
Tak, grzechem było odmówić tej małej ludzkiej istocie uroku. Tak samo jak i tego, iż miała w sobie coś co sprawiało, że od samego trzymania jej w ramionach serce topniało niczym lód w pełnym letnim słońcu.
Lestat wiedział, że nikomu jej nie odda, i będzie chronił jej kruche ziemskie życie za wszelką cenę.
-Isabelle !- Zawołał donośnie imię jednej ze swych najbardziej zaufanych pokojówek.
Po chwili do pokoju wbiegła kobieta o słonecznych włosach związanych w luźny kok, i pięknych błękitnych oczach. Jej szara suknia, noszona przez wszystkie służki pokryta była w tej chwili kurzem z szafek znajdujących się w salonie.
-Tak panie ?- Ukłoniła się pokornie.
-Powiedz moja droga, umiesz zająć się dzieckiem ?-Spytał podchodząc do okna.
-Dzieckiem ?-Spytała nie ukrywając zaskoczenia.- Umiem, oczywiście. Niegdyś byłam nianią na dworach szlacheckich.
-Weź więc te dziecko.- Podał jej delikatnie zawiniątko.-Ma na imię Alice. Nakarm ją i umyj, ale bądź bardzo ostrożna.
Isabelle zszokowana skinęła jedynie głową pokazując tym samym, że zrozumiała, i wyszła.
Tak jak jej rozkazano w pierwszej kolejności umyła ją, ówcześnie kilka razy sprawdzając czy temperatura wody jest odpowiednia. Karmienie nie było problemem gdyż siostra Isabelle Gertruda, która również była jedną z pokojówek miała niemowlę, i chętnie nakarmiła Alice.
Śpiącą już dziecinę Isabelle przyniosła do sypialni Lestata.
-Zrobiłam jak pan kazał.- Oznajmiła powoli kołysząc ją w ramionach.
-Doskonale.-Powiedział nie odwracając wzroku od okna.-Połóż ją.
Pokojówka ułożyła ostrożnie Alice w kołysce, która dosłownie przed chwilą została dostarczona do posiadłości.
-Panie...-Zaczęła niepewnie.- Mogę ci zadać pytanie ?
-Pytaj jeśli coś cię trapi.- Odpowiedział jej, patrząc na kołyskę.
-Ta dziecina...skąd ona się wzięła panie ?
-Wracając do posiadłości usłyszałem płacz w jednej z uliczek. Oczywiście sprawdziłem to. Leżała tam zmarznięta, najwidoczniej rodzice ją porzucili.- Skłamał bez chociażby zająknięcia.
-Biedna.- Szepnęła ze współczuciem patrząc na kołyskę.
-Coś jeszcze ?
-Nie, dziękuję.- Ukłoniła się i podeszła do drzwi.- Dobrej nocy panie.- Powiedziała i wyszła.
Lestat prychnął szczerze rozbawiony naiwnością kobiety, ale czemu tu się dziwić ? Przecież potrafił on wpleść w kłamstwa szczery ton, który zakrywał wszelka prawdę.
Alice spała spokojnie wtulona w lalkę kupioną specjalnie w jednym z najlepszych sklepów w całym Londynie. Lestat chciał by żyła we wszelkich luksusach i przepychu, by nigdy niczego jej nie brakowało.
Zastanawiał się jedynie co zrobi gdy dziewczynka dorośnie i, któregoś dnia zapyta gdzie są jej rodzice. Co on ma jej w tedy powiedzieć ? Że pożywił się jej matką, a ją zabrał gdyż nie umiał jej zostawić na pewna śmierć ? Ona go za to znienawidzi, ucieknie, lub poprzysięgnie zemstę.
Oczywiście wampir nie bał się jej, zdawała się być tak kruchą istotą, że nawet delikatne muśnięcie dłoni mogłoby spowodować uszkodzenie jej szklanego oblicza. Podszedł nieśpiesznym krokiem do kołyski.
-Alice.- Szepnął obserwując śpiące niemowlę- Moja mała, piękna Alice.
Zaśmiał się cicho pod nosem, i skierował swe kroki do małego stolika na, którym stała butelka wina i dwa kieliszki z kryształu.
-Toast za nasze zdrowie.- Zaśmiał się lejąc wino do jednego z nich.-Nasze zdrowie...

sobota, 12 października 2013

Prolog

W ciemnych uliczkach wiktoriańskiego Londynu panowała niczym niezmącona cisza. Nawet wiatr nie ośmielił się jej przerwać. Czy na pewno ? Czy nikt nie widzi istoty, bo na pewno nie był to człowiek, która wysysa z tej niewinnej kobiety życie razem  krwią ? Nikt.
Wampir. Tym właśnie jest ta istota, ten potwór zamaskowany ludzką powłoką, ten morderca !
Kobieta zaczęła powoli słabnąć, tym samym słabiej czuć niewyobrażalny z początku ból w szyi spowodowany wbitymi w nią ostrymi kłami krwiopijcy. A gdy w ciele została jedynie jedna mała kropla czerwonej posoki, wampir odsunął się od swej ofiary, i pozwolił jej bezwładnemu ciału opaść na ziemię.
Tej nocy, po czwartym już posiłku był w pełni nasycony, odetchnął więc błogo napawając nocą wiszącą nad miastem. Nocą, która była wierna kochanką wszystkich potępionych, dawała im ona możliwość zaspokojenia swych żądz przykrywając ich grzechy grubym, ciemnym płaszczem tajemnicy.
Wampir wcześniej wspomniany wyglądał młodo, bardzo młodo. Miał może 21 lat nie więcej, zanim zmieniono go w nieśmiertelnego. Ponadto był w ten okrutny i bezczelny sposób piękny, nie można tego inaczej nazwać chyba, że zastąpimy to miano słowem idealny. Delikatna blada skóra bez chociażby najmniejszej skazy, tęczówki w kolorze martwego błękitu, związane czarną wstążką włosy o odcieniu zakurzonego złota. Jednak piękno zewnętrzne nie współgrało tu z pięknem...duszy ? Nie, on nie posiadał czegoś takiego. Może po prostu nazwijmy to wnętrzem. Było ono spowite mrokiem.
Lestat, bo tak miał na imię, był aroganckim, bezczelnym, okrutnikiem. Zabijał bez zbędnych według niego emocji czy wyrzutów sumienia, lubił się bawić ofiarami, kochał wykorzystywać ich naiwność.
Prychnął cicho z pogardą i odwrócił się by odejść, lecz zatrzymał go głośny niemowlęcy płacz. Zaintrygowany spojrzał w ciemniejszy obszar skąd dochodził ten dźwięk. Czyżby kobieta, którą zabił była matką ? Nie zwrócił na to większej uwagi przy ataku, lecz wnioskując, że piersi kobiety były dość twarde, a czuły nos wampira wychwycił woń matczynego mleka mógł spokojnie stwierdzić, że to jej dziecko.
Wzruszył ramionami z kamiennym niewyrażającym żadnych emocji wyrazem twarzy, i ruszył do jedynego wyjścia ze ślepej uliczki. Lecz gdy był już na jej końcu płacz nasilił się. Pomyślał, że nie jest to jego problem, ale i tak po dłuższej chwili wahania wrócił się do niemowlęcia, i z gracja wyłonił je z mroku.
Gdy to zrobił dziecko zaciekawione przestało płakać, i otworzyło oczy. Była to urocza dziewczynka o głębokich czarnych oczach, które w blasku księżyca mieniły się niczym najdroższe klejnoty.
Lestat nie wiedział ile tak stał wpatrując się w dwie czarne perły, ignorując zupełnie leżące obok zimne ciało matki. Mała nie zdając sobie sprawy kto ją trzyma uśmiechnęła się do niego. A Lestat ? Poczuł się wbity w kamienne podłoże, zupełnie jakby był zahipnotyzowany Nie wiedział co ma zrobić, był rozdarty. Jedna strona mówiła by zostawił tu to dziecko i pozwolił mu umrzeć, a druga by wziął je, lub przynajmniej oddał do sierocińca.
Dziewczynka powoli usypiała, zamknęła oczy i oddaliła się w nieznane nikomu krainy dziecięcych snów. Lestat nie zastanawiał się już dłużej, i ruszył pustą ulicą do swojej rezydencji.
Oczywiście z niemowlęciem na rękach...