Noc. Wraz z nią rozpętała się potężna burza. Pioruny raz za, razem rozświetlały pokoje, i korytarze w całej rezydencji.
Z każdym ich uderzeniem mała postać kuląca się pod grubą jedwabną kołdrą piszczała drżąc przerażona.
Alice panicznie bała się burzy. Grzmoty brzmiały dla niej jak, wściekłe ryki potworów z baśni, które pokojówki opowiadały jej przed snem.
Dobrze zapamiętała jedna z opowieści.
Mówiła o stworzeniu które, karmiło się śmiercią. Rozpoznać ją można po zimnej niczym lód skórze, bladej cerze, ostrych długich kłach, i oczach jarzących się krwistą czerwienią. Mówiono jej, że to diabły przebrane za ludzi, potwory których pożywieniem jest krew, stworzenia bez uczuć, skruchy, czy współczucia. Wampiry. Te potwory najbardziej ją przerażały.
Kolejny piorun rozjaśnił jej wielki pokój, a ona pod wpływem panicznego strachu wyskoczyła z łoża, i na drżących nagich nogach pobiegła do sypialni swego opiekuna.
Gdy przemierzała korytarz ściskając w dłoni lalkę, odziana jedynie w białą jedwabną koszulę, usłyszała śmiechy i obcy kobiecy głos. Podbiegła do uchylonych drzwi zza których, wyłaniała się cienka smuga światła świec, by spojrzeć co się dzieje.
Lestat bawiąc się w najlepsze obejmował ramieniem kobietę, która była zapewne jedną z prostytutek kręcących się po zmroku, na głównym placu.
Kobieta była pijana. Trzymała w dłoni kieliszek, a na stole leżała prawie opróżniona butelka wina. Uśmiechała się kokieteryjnie do pana domu.
-Pij dalej ma chère.- Rzekł z nienagannym akcentem.
Ta znów zaśmiała się, odstawiając kieliszek na stół.
-Oh, Hrabio zajmijmy się teraz ważniejszymi sprawami.
-Skoro tego sobie życzysz.- Zniżył ton powoli zbliżając się do jej szyi.
Złożył na niej delikatny pocałunek, by chwilę później ku zachwyceniu kobiety przenieść swe wargi na jej pierś.
Zawstydzona Alice przygotowała się do wycofania, lecz zamiast tego stanęła jak wmurowana w kamienną posadzkę.
Lestat wgryzł się w pierś kobiety, lecz ta przez alkohol krążący w jej żyłach odczuła to jak pieszczotę.
Powoli wysysał krew, która zabarwiła jej zieloną suknie na szkarłatny odcień czerwieni, tworząc wielka plamę. Oczy dziewczynki otworzyły się szeroko, za to źrenice zrobiły się małe i ledwie widoczne .
Potwóry których, pożywieniem jest krew...
Gdy odsunął się od niej miała zamknięte oczy.
-Twoje usta biją niezwykłym chłodem panie.- Zachichotała odurzona.- Jednak i tak są słodkie.
-Czyżby ?- Tym razem to on zachichotał.- Więc otwórz oczy ma chère.
Kobieta powoli uchyliła powieki, uśmiechając się do momentu zobaczenia krwistej plamy na swej sukni. Krzyknęła przerażona, lecz Lestat szybkim ruchem zakrył jej usta dłonią.
-Spokojnie.- Szepnął.- To tylko krew.- Uśmiechnął się wyraźnie rozbawiony tą sytuacją.
Stworzenia bez uczuć...
-Widzę cię w łożu pośród czerwonej satyny.- Roześmiał się ukazując lśniące zęby.
Długie, ostre kły...
Wstał by zrzucić ze stolika obrus wraz z kieliszkami i całymi butelkami wina. Znów krzyknęła z przerażeniem. Stół okazał się być trumną.
Zaczęła płakać, przez co jej mocny makijaż rozmył się i spływał wraz ze łzami po polikach.
-Moje dziecko, chcę ci się spać.-Szepnął spokojnie ocierając jej łzy.- Jesteś wykończona.
Otworzył wieko trumny usłanej czerwonym materiałem i brutalnie wrzucił tam krwawiącą kobietę.
-To trumna !- Krzyknęła przeraźliwie.-Wypuść mnie !
Tylko tyle zdążyła wykrzyczeć nim Lestat zatrzasnął wieko i usiadł na nim roześmiany, stukając w drewno.
Stworzenia bez współczucia, czy skruchy...
-Teraz należy do ciebie. Mało kto za życia doświadczył zamknięcia w trumnie.- Powiedział żartobliwie.
-Ty diable ! Czemu to robisz ?!- Jej stłumiony przez drewno krzyk, rozniósł się po pokoju.
Diabły przebrane za ludzi...
-Bawi mnie to.- Odpowiedział melodyjnie.- I proszę nie krzycz tak, gdyż dziecko śpi kilka pokoi dalej.
Zdało się słyszeć jakby zdesperowana zaczęła drapać paznokciami drewno trumny.
Wampir wstał nagle, i z nadludzką siłą cisnął wiekiem o ścianę.
-Co się stało moja droga ?- Spytał udając zmartwionego.
-To trumna.- Wyłkała podnosząc się na łokciach.
-Więc chyba nie żyjesz.- Odpowiedział tym samym tonem.
Kobieta spojrzała na niego z przerażeniem.
-Nie, nie ! Nie mogę tak umrzeć ! Potrzebuję księdza !
-Ależ ja jestem księdzem ! Chętnie wysłucham twych grzechów.- Krzyknął rozbawiony.
Gdy Alice przyjrzała mu się, a raczej jego cerze skąpanej w świetle świec, dotarło do niej coś ważnego.
Blada cera...
-Wypuść mnie.- Wyłkała prośbę o litość.- Błagam...
Lestat położył dłonie na jej karku, uśmiechnął się ciepło i szybkim, zgrabnym ruchem skręcił jej kark. Ta nie zdążyła nawet krzyknąć w okropnej agonii, jej ciało bezwładnie upadło na dywan, otoczone kałużą własnej krwi.
Alice zakryła usta dłonią by nie krzyknąć i powoli się wycofywała, lecz na jej nieszczęście plecami popchnęła małą kolumnę z wazą, która zachwiała się i spadła rozbijając na tysiące małych odłamków.
Wampir od razu zwrócił głowę w jej stronę.
Gdy ujrzał przerażoną dziewczynkę otworzył szeroko oczy i powoli do niej podszedł.
-Alice, skarbie spokojnie. Nie bój się.
Ta sparaliżowana patrzała na niego jedynie w bezruchu.
W tym momencie piorun znów rozświetlił korytarz padając idealnie na jego twarz.
Oczy jarzące się krwistą czerwienią...
-Alice już dobrze.- Szepnął uspokajająco i ułożył dłoń na jej poliku.
Wzdrygnęła się.
Skóra zimna niczym lód...
-Wampir.- Szepnęła cicho przez zaciśnięte gardło.- Nie...Nie dotykaj mnie !
Zebrała cała swoją odwagę by to wykrzyczeć, i podjąć próbę ucieczki.
Była tak opętana lekiem, że nie zwróciła uwagi na fakt, iż stąpa po odłamkach wazy, które poraniły jej stopy.
Jedyne o czym myślała, to ucieczka...
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział 2
~~7 lat później~
Alice wyrosła na drobnej postury szatynkę o mlecznobiałej cerze, blaskiem w wiecznie roześmianych oczach, i urodziwym uśmiechu.
Lestat robił co w jego mocy by czuła się ona jak księżniczka z baśni.
Kupował drogie suknie na miarę, biżuterię z diamentami, rubinami, czy perłami, piękne lalki z porcelany które, uwielbiała.
Lecz to co potrzebowała to miłość, i choć Lestat jako wampir nie powinien znać tego uczucia, ją pokochał całym martwym sercem.
Nadal więc nie powiedział jej prawdy. Czym jest, czym się żywi, i co zrobił gdy ta była zaledwie niemowlęciem.
Jedyne co jej zdradził to fakt, iż przygarnął ją do siebie i wychowywał od samego początku.
Ona jednak uparcie nazywała go "Wujkiem Lestat'em". Zabawne nieprawdaż ? Wampir, który niegdyś zabił jej rodzinę, teraz sam był dla niej rodziną.
Gdyby tylko wiedziała, że kocha i obdarowuję bezkresnym zaufaniem potwora odzianego w ludzką powłokę.
-Oh spójrzcie tylko na to urokliwe dziecię.- Powiedziała zachwycona hrabina głaszcząc Alice po głowie.
Był późny wieczór, a dziewczynka mimo iż zmęczona zachwycała swą obecnością ludzi bawiących się na balu maskowym.
Martwiła się jednak o swojego wuja, który zniknął jakiś czas temu.
-Jak lalka z drogiej porcelany.- Rzekła baronowa gładząc ją po poliku.
-Jakaż lalka, o czym ty bredzisz ? To aniołek.- Poprawiła ją siostra.
Nagle Alice jednak nie wytrzymała i ziewnęła przeciągle, przecierając piąstką prawe oko. Nieświadomie zauroczyła kobiety wokół jeszcze bardziej.
-Jesteś zmęczona skarbie ?- Spytała baronowa i spojrzała na zegar.- No tak już północ.
Ta na wpół przytomnie rozejrzała się po sali.
-Gdzie wujek ?- Spytała powstrzymując kolejne ziewnięcie.
Niespodziewanie ktoś chwycił ją delikatnie od tyłu i uniósł do góry.
-Tutaj moja mała.- Lestat przytulił ją do swej klatki piersiowej, by ta mogła wygodnie ułożyć głowę na jego ramieniu.
-Wybaczcie moje drogie, lecz Alice musi udać się na spoczynek.-Rzekł uprzejmie uśmiechając się.
Kobiety przytaknęły wspólnie, i pomachały dziewczynce, która tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi.
Gdy Lestat przechodził przez salę balową z szatynka w ramionach, ktoś zaczepił go przelotnie.
-Twoja córka Hrabio ?- Spytał z uśmiechem nieznajomy lecz w jego głosie była niewyczuwalna wręcz dawka jadu .
Był to młody mężczyzna, lecz biała maska zdobiona złotymi winoroślami zasłaniała górną połowę jego twarzy pozwalając zobaczyć jedynie jasnoszare oczy. Wampir wiedział jednak, iż młodzieniec jest mu obcy, gdyż poznałby go po długich białych wręcz włosach ciągnących się aż do kolan. Wyróżniał się od całego tłumu ponieważ jako jedyny cały odziany był w nieskazitelną biel.
-To moja siostrzenica.- Skłamał uśmiechając się ,,miło".- Moja siostra zmarła przy porodzie więc to ja wychowuję tę piękność.
Alice uchyliła powieki by spojrzeć na rozmówcę Lestat'a.
-Tak, jest piękna.- Przyznał mieszając wino w swoim kieliszku.
-Znasz mnie młodzieńcze, lecz ja nie mogę odnaleźć wspomnienia związanego z tobą.- Powiedział w końcu mierząc wzrokiem nieznajomego.
Ten zaśmiał się jedynie pod nosem, by po chwili spojrzeć w oczy wampirowi.
-To nieistotne.- Rzekł uśmiechając się.- Któregoś dnia poznasz me imię. Lecz nim to dziecię które, trzymasz w ramionach stanie się piękną kobietą na tyle dorosłą by kusić mężczyznę, stracisz ją. W tedy przypomnij sobie młodzieńca odzianego w biel.- Powiedział gdy już się odwracał, i choć wampir tego nie widział, ówcześnie mrugnął do szatynki która już zamykała oczy.
Lestat zaniemówił. Jak to straci Alice nim ta stanie się dorosła ?
Nim zdążył krzyknąć by go zatrzymać podbiegła do niego kobieta.
-Wybacz hrabio, lecz mogę ci zając chwilę ?- Spytała pospiesznie.
Blondyn spojrzał na nią a później na tłum. Młodzieniec zniknął.
Zszokowany odchrząknął jedynie udając, iż nic się nie stało.
-Oczywiście.- Uśmiechnął się mocniej obejmując Alice jakby bał się, że ktoś zaraz podbiegnie i wyrwie mu ją.
-Chodzi o twą siostrzenice.- Zawahała się.- Jeśli kiedyś zechcesz wydać ją za mąż, weź proszę mego syna pod uwagę.- Powiedziała kładąc dłoń za ramieniu, stojącego obok dwunastoletniego na oko chłopca.- Jesteśmy zamożną rodziną, nasza biżuteria jest wyrobem ekskluzywnym, a Alice wyrośnie pewnie na piękną kobietę . Mój syn byłby zaszczycony mając tak urodziwą żonę u boku.
Wampir powstrzymał się od śmiechu.
-Wezmę tego chłopca pod uwagę. Dziękuję i życzę miłego wieczoru.- Rzekł odwracając się.
-To ja dziękuję hrabio !-Krzyknęła za nim ucieszona.
Nim Lestat wyszedł z budynku zaczepiło go jeszcze kilka małżeństw, prosząc by ich synowie wzięci byli pod uwagę przy wyborze przyszłego męża dla dziewczynki. On słuchał ich wywodów o majątkach, lecz żadnego nie zapamiętał, i tak go to nie obchodziło.
Gdy jego powóz zatrzymał się przed rezydencją odetchnął z ulgą, i wszedł do niej.
Pozwolił służką zająć się śpiąca Alice, a mianowicie przebrać ją w koszulę nocną i ułożyć w pokoju. Sam poszedł do swojego.
niedziela, 20 października 2013
Rozdział 1
Nazajutrz całe miasto ponownie ogarnęła panika. Znaleziono ciało całkiem młodej kobiety. Wszyscy byli przerażeni ponieważ to już 17 ofiara w przeciągu zaledwie kilku dni. W licznym zbiorowisku znajdowała się siostra zabitej. Gdy tylko ujrzała ciało, wybuchła histerycznym płaczem szarpiąc jednego z pracowników Scotland Yard.
-Alice ! Gdzie na Boga jest Alice ?!- Krzyknęła zdesperowana dławiąc się łzami.
-Proszę się uspokoić.- Powiedział odsuwając jej dłonie od siebie.- Kim jest Alice ?
-Córką tej kobiety ! Moja siostrzenicą ! Kilkumiesięcznym niewinnym dzieckiem ! Gdzie ona jest ?!
-Nie znaleziono w pobliżu żadnego dziecka.- Odpowiedział spokojnie.
-Co ?! Na co czekacie ?! Szukajcie jej na Boga !
Lestat słyszał jej krzyki nawet w swej sypialni. Mimo, że próbował powstrzymać uśmiech na myśl, iż jest postrachem połowy Londynu nie oparł się tej pokusie.
-Alice.- Powiedział odwracając się w stronę łoża.-Więc takie nosisz imię.- Zwrócił wzrok ku dziecinie leżącej na aksamitnej czerwonej pościeli.
Usiadł obok niej, i delikatnie jakby podnosił cienkie szkło wziął ją w ramiona.
Nie mógł jej zabić, sam nie wiedział czemu za każdym razem gdy spojrzał na nią, coś głęboko w nim płakało na myśl, że jej piękne oczy miałyby nigdy nie zobaczyć choćby skrawka świata.Wampir opiekujący się dzieckiem, zabawne prawda ?
Na twarzy dziewczynki znów zagościł uśmiech.
-Piękną będziesz damą. Tego grzech ci odmówić.-Powiedział, delikatnie przejeżdżając swą bladą, zimną dłonią po jej poliku.
Alice czując chłód skuliła się nieznacznie. Wampir widząc to zabrał ją.
Tak, grzechem było odmówić tej małej ludzkiej istocie uroku. Tak samo jak i tego, iż miała w sobie coś co sprawiało, że od samego trzymania jej w ramionach serce topniało niczym lód w pełnym letnim słońcu.
Lestat wiedział, że nikomu jej nie odda, i będzie chronił jej kruche ziemskie życie za wszelką cenę.
-Isabelle !- Zawołał donośnie imię jednej ze swych najbardziej zaufanych pokojówek.
Po chwili do pokoju wbiegła kobieta o słonecznych włosach związanych w luźny kok, i pięknych błękitnych oczach. Jej szara suknia, noszona przez wszystkie służki pokryta była w tej chwili kurzem z szafek znajdujących się w salonie.
-Tak panie ?- Ukłoniła się pokornie.
-Powiedz moja droga, umiesz zająć się dzieckiem ?-Spytał podchodząc do okna.
-Dzieckiem ?-Spytała nie ukrywając zaskoczenia.- Umiem, oczywiście. Niegdyś byłam nianią na dworach szlacheckich.
-Weź więc te dziecko.- Podał jej delikatnie zawiniątko.-Ma na imię Alice. Nakarm ją i umyj, ale bądź bardzo ostrożna.
Isabelle zszokowana skinęła jedynie głową pokazując tym samym, że zrozumiała, i wyszła.
Tak jak jej rozkazano w pierwszej kolejności umyła ją, ówcześnie kilka razy sprawdzając czy temperatura wody jest odpowiednia. Karmienie nie było problemem gdyż siostra Isabelle Gertruda, która również była jedną z pokojówek miała niemowlę, i chętnie nakarmiła Alice.
Śpiącą już dziecinę Isabelle przyniosła do sypialni Lestata.
-Zrobiłam jak pan kazał.- Oznajmiła powoli kołysząc ją w ramionach.
-Doskonale.-Powiedział nie odwracając wzroku od okna.-Połóż ją.
Pokojówka ułożyła ostrożnie Alice w kołysce, która dosłownie przed chwilą została dostarczona do posiadłości.
-Panie...-Zaczęła niepewnie.- Mogę ci zadać pytanie ?
-Pytaj jeśli coś cię trapi.- Odpowiedział jej, patrząc na kołyskę.
-Ta dziecina...skąd ona się wzięła panie ?
-Wracając do posiadłości usłyszałem płacz w jednej z uliczek. Oczywiście sprawdziłem to. Leżała tam zmarznięta, najwidoczniej rodzice ją porzucili.- Skłamał bez chociażby zająknięcia.
-Biedna.- Szepnęła ze współczuciem patrząc na kołyskę.
-Coś jeszcze ?
-Nie, dziękuję.- Ukłoniła się i podeszła do drzwi.- Dobrej nocy panie.- Powiedziała i wyszła.
Lestat prychnął szczerze rozbawiony naiwnością kobiety, ale czemu tu się dziwić ? Przecież potrafił on wpleść w kłamstwa szczery ton, który zakrywał wszelka prawdę.
Alice spała spokojnie wtulona w lalkę kupioną specjalnie w jednym z najlepszych sklepów w całym Londynie. Lestat chciał by żyła we wszelkich luksusach i przepychu, by nigdy niczego jej nie brakowało.
Zastanawiał się jedynie co zrobi gdy dziewczynka dorośnie i, któregoś dnia zapyta gdzie są jej rodzice. Co on ma jej w tedy powiedzieć ? Że pożywił się jej matką, a ją zabrał gdyż nie umiał jej zostawić na pewna śmierć ? Ona go za to znienawidzi, ucieknie, lub poprzysięgnie zemstę.
Oczywiście wampir nie bał się jej, zdawała się być tak kruchą istotą, że nawet delikatne muśnięcie dłoni mogłoby spowodować uszkodzenie jej szklanego oblicza. Podszedł nieśpiesznym krokiem do kołyski.
-Alice.- Szepnął obserwując śpiące niemowlę- Moja mała, piękna Alice.
Zaśmiał się cicho pod nosem, i skierował swe kroki do małego stolika na, którym stała butelka wina i dwa kieliszki z kryształu.
-Toast za nasze zdrowie.- Zaśmiał się lejąc wino do jednego z nich.-Nasze zdrowie...
-Alice ! Gdzie na Boga jest Alice ?!- Krzyknęła zdesperowana dławiąc się łzami.
-Proszę się uspokoić.- Powiedział odsuwając jej dłonie od siebie.- Kim jest Alice ?
-Córką tej kobiety ! Moja siostrzenicą ! Kilkumiesięcznym niewinnym dzieckiem ! Gdzie ona jest ?!
-Nie znaleziono w pobliżu żadnego dziecka.- Odpowiedział spokojnie.
-Co ?! Na co czekacie ?! Szukajcie jej na Boga !
Lestat słyszał jej krzyki nawet w swej sypialni. Mimo, że próbował powstrzymać uśmiech na myśl, iż jest postrachem połowy Londynu nie oparł się tej pokusie.
-Alice.- Powiedział odwracając się w stronę łoża.-Więc takie nosisz imię.- Zwrócił wzrok ku dziecinie leżącej na aksamitnej czerwonej pościeli.
Usiadł obok niej, i delikatnie jakby podnosił cienkie szkło wziął ją w ramiona.
Nie mógł jej zabić, sam nie wiedział czemu za każdym razem gdy spojrzał na nią, coś głęboko w nim płakało na myśl, że jej piękne oczy miałyby nigdy nie zobaczyć choćby skrawka świata.Wampir opiekujący się dzieckiem, zabawne prawda ?
Na twarzy dziewczynki znów zagościł uśmiech.
-Piękną będziesz damą. Tego grzech ci odmówić.-Powiedział, delikatnie przejeżdżając swą bladą, zimną dłonią po jej poliku.
Alice czując chłód skuliła się nieznacznie. Wampir widząc to zabrał ją.
Tak, grzechem było odmówić tej małej ludzkiej istocie uroku. Tak samo jak i tego, iż miała w sobie coś co sprawiało, że od samego trzymania jej w ramionach serce topniało niczym lód w pełnym letnim słońcu.
Lestat wiedział, że nikomu jej nie odda, i będzie chronił jej kruche ziemskie życie za wszelką cenę.
-Isabelle !- Zawołał donośnie imię jednej ze swych najbardziej zaufanych pokojówek.
Po chwili do pokoju wbiegła kobieta o słonecznych włosach związanych w luźny kok, i pięknych błękitnych oczach. Jej szara suknia, noszona przez wszystkie służki pokryta była w tej chwili kurzem z szafek znajdujących się w salonie.
-Tak panie ?- Ukłoniła się pokornie.
-Powiedz moja droga, umiesz zająć się dzieckiem ?-Spytał podchodząc do okna.
-Dzieckiem ?-Spytała nie ukrywając zaskoczenia.- Umiem, oczywiście. Niegdyś byłam nianią na dworach szlacheckich.
-Weź więc te dziecko.- Podał jej delikatnie zawiniątko.-Ma na imię Alice. Nakarm ją i umyj, ale bądź bardzo ostrożna.
Isabelle zszokowana skinęła jedynie głową pokazując tym samym, że zrozumiała, i wyszła.
Tak jak jej rozkazano w pierwszej kolejności umyła ją, ówcześnie kilka razy sprawdzając czy temperatura wody jest odpowiednia. Karmienie nie było problemem gdyż siostra Isabelle Gertruda, która również była jedną z pokojówek miała niemowlę, i chętnie nakarmiła Alice.
Śpiącą już dziecinę Isabelle przyniosła do sypialni Lestata.
-Zrobiłam jak pan kazał.- Oznajmiła powoli kołysząc ją w ramionach.
-Doskonale.-Powiedział nie odwracając wzroku od okna.-Połóż ją.
Pokojówka ułożyła ostrożnie Alice w kołysce, która dosłownie przed chwilą została dostarczona do posiadłości.
-Panie...-Zaczęła niepewnie.- Mogę ci zadać pytanie ?
-Pytaj jeśli coś cię trapi.- Odpowiedział jej, patrząc na kołyskę.
-Ta dziecina...skąd ona się wzięła panie ?
-Wracając do posiadłości usłyszałem płacz w jednej z uliczek. Oczywiście sprawdziłem to. Leżała tam zmarznięta, najwidoczniej rodzice ją porzucili.- Skłamał bez chociażby zająknięcia.
-Biedna.- Szepnęła ze współczuciem patrząc na kołyskę.
-Coś jeszcze ?
-Nie, dziękuję.- Ukłoniła się i podeszła do drzwi.- Dobrej nocy panie.- Powiedziała i wyszła.
Lestat prychnął szczerze rozbawiony naiwnością kobiety, ale czemu tu się dziwić ? Przecież potrafił on wpleść w kłamstwa szczery ton, który zakrywał wszelka prawdę.
Alice spała spokojnie wtulona w lalkę kupioną specjalnie w jednym z najlepszych sklepów w całym Londynie. Lestat chciał by żyła we wszelkich luksusach i przepychu, by nigdy niczego jej nie brakowało.
Zastanawiał się jedynie co zrobi gdy dziewczynka dorośnie i, któregoś dnia zapyta gdzie są jej rodzice. Co on ma jej w tedy powiedzieć ? Że pożywił się jej matką, a ją zabrał gdyż nie umiał jej zostawić na pewna śmierć ? Ona go za to znienawidzi, ucieknie, lub poprzysięgnie zemstę.
Oczywiście wampir nie bał się jej, zdawała się być tak kruchą istotą, że nawet delikatne muśnięcie dłoni mogłoby spowodować uszkodzenie jej szklanego oblicza. Podszedł nieśpiesznym krokiem do kołyski.
-Alice.- Szepnął obserwując śpiące niemowlę- Moja mała, piękna Alice.
Zaśmiał się cicho pod nosem, i skierował swe kroki do małego stolika na, którym stała butelka wina i dwa kieliszki z kryształu.
-Toast za nasze zdrowie.- Zaśmiał się lejąc wino do jednego z nich.-Nasze zdrowie...
sobota, 12 października 2013
Prolog
W ciemnych uliczkach wiktoriańskiego Londynu panowała niczym niezmącona cisza. Nawet wiatr nie ośmielił się jej przerwać. Czy na pewno ? Czy nikt nie widzi istoty, bo na pewno nie był to człowiek, która wysysa z tej niewinnej kobiety życie razem krwią ? Nikt.
Wampir. Tym właśnie jest ta istota, ten potwór zamaskowany ludzką powłoką, ten morderca !
Kobieta zaczęła powoli słabnąć, tym samym słabiej czuć niewyobrażalny z początku ból w szyi spowodowany wbitymi w nią ostrymi kłami krwiopijcy. A gdy w ciele została jedynie jedna mała kropla czerwonej posoki, wampir odsunął się od swej ofiary, i pozwolił jej bezwładnemu ciału opaść na ziemię.
Tej nocy, po czwartym już posiłku był w pełni nasycony, odetchnął więc błogo napawając nocą wiszącą nad miastem. Nocą, która była wierna kochanką wszystkich potępionych, dawała im ona możliwość zaspokojenia swych żądz przykrywając ich grzechy grubym, ciemnym płaszczem tajemnicy.
Wampir wcześniej wspomniany wyglądał młodo, bardzo młodo. Miał może 21 lat nie więcej, zanim zmieniono go w nieśmiertelnego. Ponadto był w ten okrutny i bezczelny sposób piękny, nie można tego inaczej nazwać chyba, że zastąpimy to miano słowem idealny. Delikatna blada skóra bez chociażby najmniejszej skazy, tęczówki w kolorze martwego błękitu, związane czarną wstążką włosy o odcieniu zakurzonego złota. Jednak piękno zewnętrzne nie współgrało tu z pięknem...duszy ? Nie, on nie posiadał czegoś takiego. Może po prostu nazwijmy to wnętrzem. Było ono spowite mrokiem.
Lestat, bo tak miał na imię, był aroganckim, bezczelnym, okrutnikiem. Zabijał bez zbędnych według niego emocji czy wyrzutów sumienia, lubił się bawić ofiarami, kochał wykorzystywać ich naiwność.
Prychnął cicho z pogardą i odwrócił się by odejść, lecz zatrzymał go głośny niemowlęcy płacz. Zaintrygowany spojrzał w ciemniejszy obszar skąd dochodził ten dźwięk. Czyżby kobieta, którą zabił była matką ? Nie zwrócił na to większej uwagi przy ataku, lecz wnioskując, że piersi kobiety były dość twarde, a czuły nos wampira wychwycił woń matczynego mleka mógł spokojnie stwierdzić, że to jej dziecko.
Wzruszył ramionami z kamiennym niewyrażającym żadnych emocji wyrazem twarzy, i ruszył do jedynego wyjścia ze ślepej uliczki. Lecz gdy był już na jej końcu płacz nasilił się. Pomyślał, że nie jest to jego problem, ale i tak po dłuższej chwili wahania wrócił się do niemowlęcia, i z gracja wyłonił je z mroku.
Gdy to zrobił dziecko zaciekawione przestało płakać, i otworzyło oczy. Była to urocza dziewczynka o głębokich czarnych oczach, które w blasku księżyca mieniły się niczym najdroższe klejnoty.
Lestat nie wiedział ile tak stał wpatrując się w dwie czarne perły, ignorując zupełnie leżące obok zimne ciało matki. Mała nie zdając sobie sprawy kto ją trzyma uśmiechnęła się do niego. A Lestat ? Poczuł się wbity w kamienne podłoże, zupełnie jakby był zahipnotyzowany Nie wiedział co ma zrobić, był rozdarty. Jedna strona mówiła by zostawił tu to dziecko i pozwolił mu umrzeć, a druga by wziął je, lub przynajmniej oddał do sierocińca.
Dziewczynka powoli usypiała, zamknęła oczy i oddaliła się w nieznane nikomu krainy dziecięcych snów. Lestat nie zastanawiał się już dłużej, i ruszył pustą ulicą do swojej rezydencji.
Oczywiście z niemowlęciem na rękach...
Wampir. Tym właśnie jest ta istota, ten potwór zamaskowany ludzką powłoką, ten morderca !
Kobieta zaczęła powoli słabnąć, tym samym słabiej czuć niewyobrażalny z początku ból w szyi spowodowany wbitymi w nią ostrymi kłami krwiopijcy. A gdy w ciele została jedynie jedna mała kropla czerwonej posoki, wampir odsunął się od swej ofiary, i pozwolił jej bezwładnemu ciału opaść na ziemię.
Tej nocy, po czwartym już posiłku był w pełni nasycony, odetchnął więc błogo napawając nocą wiszącą nad miastem. Nocą, która była wierna kochanką wszystkich potępionych, dawała im ona możliwość zaspokojenia swych żądz przykrywając ich grzechy grubym, ciemnym płaszczem tajemnicy.
Wampir wcześniej wspomniany wyglądał młodo, bardzo młodo. Miał może 21 lat nie więcej, zanim zmieniono go w nieśmiertelnego. Ponadto był w ten okrutny i bezczelny sposób piękny, nie można tego inaczej nazwać chyba, że zastąpimy to miano słowem idealny. Delikatna blada skóra bez chociażby najmniejszej skazy, tęczówki w kolorze martwego błękitu, związane czarną wstążką włosy o odcieniu zakurzonego złota. Jednak piękno zewnętrzne nie współgrało tu z pięknem...duszy ? Nie, on nie posiadał czegoś takiego. Może po prostu nazwijmy to wnętrzem. Było ono spowite mrokiem.
Lestat, bo tak miał na imię, był aroganckim, bezczelnym, okrutnikiem. Zabijał bez zbędnych według niego emocji czy wyrzutów sumienia, lubił się bawić ofiarami, kochał wykorzystywać ich naiwność.
Prychnął cicho z pogardą i odwrócił się by odejść, lecz zatrzymał go głośny niemowlęcy płacz. Zaintrygowany spojrzał w ciemniejszy obszar skąd dochodził ten dźwięk. Czyżby kobieta, którą zabił była matką ? Nie zwrócił na to większej uwagi przy ataku, lecz wnioskując, że piersi kobiety były dość twarde, a czuły nos wampira wychwycił woń matczynego mleka mógł spokojnie stwierdzić, że to jej dziecko.
Wzruszył ramionami z kamiennym niewyrażającym żadnych emocji wyrazem twarzy, i ruszył do jedynego wyjścia ze ślepej uliczki. Lecz gdy był już na jej końcu płacz nasilił się. Pomyślał, że nie jest to jego problem, ale i tak po dłuższej chwili wahania wrócił się do niemowlęcia, i z gracja wyłonił je z mroku.
Gdy to zrobił dziecko zaciekawione przestało płakać, i otworzyło oczy. Była to urocza dziewczynka o głębokich czarnych oczach, które w blasku księżyca mieniły się niczym najdroższe klejnoty.
Lestat nie wiedział ile tak stał wpatrując się w dwie czarne perły, ignorując zupełnie leżące obok zimne ciało matki. Mała nie zdając sobie sprawy kto ją trzyma uśmiechnęła się do niego. A Lestat ? Poczuł się wbity w kamienne podłoże, zupełnie jakby był zahipnotyzowany Nie wiedział co ma zrobić, był rozdarty. Jedna strona mówiła by zostawił tu to dziecko i pozwolił mu umrzeć, a druga by wziął je, lub przynajmniej oddał do sierocińca.
Dziewczynka powoli usypiała, zamknęła oczy i oddaliła się w nieznane nikomu krainy dziecięcych snów. Lestat nie zastanawiał się już dłużej, i ruszył pustą ulicą do swojej rezydencji.
Oczywiście z niemowlęciem na rękach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)