sobota, 12 października 2013

Prolog

W ciemnych uliczkach wiktoriańskiego Londynu panowała niczym niezmącona cisza. Nawet wiatr nie ośmielił się jej przerwać. Czy na pewno ? Czy nikt nie widzi istoty, bo na pewno nie był to człowiek, która wysysa z tej niewinnej kobiety życie razem  krwią ? Nikt.
Wampir. Tym właśnie jest ta istota, ten potwór zamaskowany ludzką powłoką, ten morderca !
Kobieta zaczęła powoli słabnąć, tym samym słabiej czuć niewyobrażalny z początku ból w szyi spowodowany wbitymi w nią ostrymi kłami krwiopijcy. A gdy w ciele została jedynie jedna mała kropla czerwonej posoki, wampir odsunął się od swej ofiary, i pozwolił jej bezwładnemu ciału opaść na ziemię.
Tej nocy, po czwartym już posiłku był w pełni nasycony, odetchnął więc błogo napawając nocą wiszącą nad miastem. Nocą, która była wierna kochanką wszystkich potępionych, dawała im ona możliwość zaspokojenia swych żądz przykrywając ich grzechy grubym, ciemnym płaszczem tajemnicy.
Wampir wcześniej wspomniany wyglądał młodo, bardzo młodo. Miał może 21 lat nie więcej, zanim zmieniono go w nieśmiertelnego. Ponadto był w ten okrutny i bezczelny sposób piękny, nie można tego inaczej nazwać chyba, że zastąpimy to miano słowem idealny. Delikatna blada skóra bez chociażby najmniejszej skazy, tęczówki w kolorze martwego błękitu, związane czarną wstążką włosy o odcieniu zakurzonego złota. Jednak piękno zewnętrzne nie współgrało tu z pięknem...duszy ? Nie, on nie posiadał czegoś takiego. Może po prostu nazwijmy to wnętrzem. Było ono spowite mrokiem.
Lestat, bo tak miał na imię, był aroganckim, bezczelnym, okrutnikiem. Zabijał bez zbędnych według niego emocji czy wyrzutów sumienia, lubił się bawić ofiarami, kochał wykorzystywać ich naiwność.
Prychnął cicho z pogardą i odwrócił się by odejść, lecz zatrzymał go głośny niemowlęcy płacz. Zaintrygowany spojrzał w ciemniejszy obszar skąd dochodził ten dźwięk. Czyżby kobieta, którą zabił była matką ? Nie zwrócił na to większej uwagi przy ataku, lecz wnioskując, że piersi kobiety były dość twarde, a czuły nos wampira wychwycił woń matczynego mleka mógł spokojnie stwierdzić, że to jej dziecko.
Wzruszył ramionami z kamiennym niewyrażającym żadnych emocji wyrazem twarzy, i ruszył do jedynego wyjścia ze ślepej uliczki. Lecz gdy był już na jej końcu płacz nasilił się. Pomyślał, że nie jest to jego problem, ale i tak po dłuższej chwili wahania wrócił się do niemowlęcia, i z gracja wyłonił je z mroku.
Gdy to zrobił dziecko zaciekawione przestało płakać, i otworzyło oczy. Była to urocza dziewczynka o głębokich czarnych oczach, które w blasku księżyca mieniły się niczym najdroższe klejnoty.
Lestat nie wiedział ile tak stał wpatrując się w dwie czarne perły, ignorując zupełnie leżące obok zimne ciało matki. Mała nie zdając sobie sprawy kto ją trzyma uśmiechnęła się do niego. A Lestat ? Poczuł się wbity w kamienne podłoże, zupełnie jakby był zahipnotyzowany Nie wiedział co ma zrobić, był rozdarty. Jedna strona mówiła by zostawił tu to dziecko i pozwolił mu umrzeć, a druga by wziął je, lub przynajmniej oddał do sierocińca.
Dziewczynka powoli usypiała, zamknęła oczy i oddaliła się w nieznane nikomu krainy dziecięcych snów. Lestat nie zastanawiał się już dłużej, i ruszył pustą ulicą do swojej rezydencji.
Oczywiście z niemowlęciem na rękach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz