niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 3

Noc. Wraz z nią rozpętała się potężna burza. Pioruny raz za, razem rozświetlały pokoje, i korytarze w całej rezydencji.
Z każdym ich uderzeniem mała postać kuląca się pod grubą jedwabną kołdrą piszczała drżąc przerażona.
Alice panicznie bała się burzy. Grzmoty brzmiały dla niej jak, wściekłe ryki potworów z baśni, które pokojówki opowiadały jej przed snem. 
Dobrze zapamiętała jedna z opowieści.
Mówiła o stworzeniu które, karmiło się śmiercią. Rozpoznać ją można po zimnej niczym lód skórze, bladej cerze, ostrych długich kłach, i oczach jarzących się krwistą czerwienią. Mówiono jej, że to diabły przebrane za ludzi, potwory których pożywieniem jest krew, stworzenia bez uczuć, skruchy, czy współczucia. Wampiry. Te potwory najbardziej ją przerażały.
Kolejny piorun rozjaśnił jej wielki pokój, a ona pod wpływem panicznego strachu wyskoczyła z łoża, i na drżących nagich nogach pobiegła do sypialni swego opiekuna.
Gdy przemierzała korytarz ściskając w dłoni lalkę, odziana jedynie w białą jedwabną koszulę, usłyszała śmiechy i obcy kobiecy głos. Podbiegła do uchylonych drzwi zza których, wyłaniała się cienka smuga światła świec, by spojrzeć co się dzieje.
Lestat bawiąc się w najlepsze obejmował ramieniem kobietę, która była zapewne jedną z prostytutek kręcących się po zmroku, na głównym placu.
Kobieta była pijana. Trzymała w dłoni kieliszek, a na stole leżała prawie opróżniona butelka wina. Uśmiechała się kokieteryjnie do pana domu.
-Pij dalej ma chère.- Rzekł z nienagannym akcentem.
Ta znów zaśmiała się, odstawiając kieliszek na stół.
-Oh, Hrabio zajmijmy się teraz ważniejszymi sprawami.
-Skoro tego sobie życzysz.- Zniżył ton powoli zbliżając się do jej szyi.
Złożył na niej delikatny pocałunek, by chwilę później ku zachwyceniu kobiety przenieść swe wargi na jej pierś.
Zawstydzona Alice przygotowała się do wycofania, lecz zamiast tego stanęła jak wmurowana w kamienną posadzkę.
Lestat wgryzł się w pierś kobiety, lecz ta przez alkohol krążący w jej żyłach odczuła to jak pieszczotę.
Powoli wysysał krew, która zabarwiła jej zieloną suknie na szkarłatny odcień czerwieni, tworząc wielka plamę. Oczy dziewczynki otworzyły się szeroko, za to źrenice zrobiły się małe i ledwie widoczne .

Potwóry których, pożywieniem jest krew...

Gdy odsunął się od niej miała zamknięte oczy.
-Twoje usta biją niezwykłym chłodem panie.- Zachichotała odurzona.- Jednak i tak są słodkie.
-Czyżby ?- Tym razem to on zachichotał.- Więc otwórz oczy ma chère.
Kobieta powoli uchyliła powieki, uśmiechając się do momentu zobaczenia krwistej plamy na swej sukni. Krzyknęła przerażona, lecz Lestat szybkim ruchem zakrył jej usta dłonią.
-Spokojnie.- Szepnął.- To tylko krew.- Uśmiechnął się wyraźnie rozbawiony tą sytuacją.

Stworzenia bez uczuć...

-Widzę cię w łożu pośród czerwonej satyny.- Roześmiał się ukazując lśniące zęby.

Długie, ostre kły...

Wstał by zrzucić ze stolika obrus wraz z kieliszkami i całymi butelkami wina. Znów krzyknęła z przerażeniem. Stół okazał się być trumną.
Zaczęła płakać, przez co jej mocny makijaż rozmył się i spływał wraz ze łzami po polikach.
-Moje dziecko, chcę ci się spać.-Szepnął spokojnie ocierając jej łzy.- Jesteś wykończona.
Otworzył wieko trumny usłanej czerwonym materiałem i brutalnie wrzucił tam krwawiącą kobietę.
-To trumna !- Krzyknęła przeraźliwie.-Wypuść mnie !
Tylko tyle zdążyła wykrzyczeć nim Lestat zatrzasnął wieko i usiadł na nim  roześmiany, stukając w drewno.

Stworzenia bez współczucia, czy skruchy...


-Teraz należy do ciebie. Mało kto za życia doświadczył zamknięcia w trumnie.- Powiedział żartobliwie.
-Ty diable ! Czemu to robisz ?!- Jej stłumiony przez drewno krzyk, rozniósł się po pokoju.

Diabły przebrane za ludzi...


-Bawi mnie to.- Odpowiedział melodyjnie.- I proszę nie krzycz tak, gdyż dziecko śpi kilka pokoi dalej.

Zdało się słyszeć jakby zdesperowana zaczęła drapać paznokciami drewno trumny.
Wampir wstał nagle, i z nadludzką siłą cisnął wiekiem o ścianę.
-Co się stało moja droga ?- Spytał udając zmartwionego.
-To trumna.- Wyłkała podnosząc się na łokciach.
-Więc chyba nie żyjesz.- Odpowiedział tym samym tonem.
Kobieta spojrzała na niego z przerażeniem.
-Nie, nie ! Nie mogę tak umrzeć ! Potrzebuję księdza !
-Ależ ja jestem księdzem ! Chętnie wysłucham twych grzechów.- Krzyknął rozbawiony.
Gdy Alice przyjrzała mu się, a raczej jego cerze skąpanej w świetle świec, dotarło do niej coś ważnego.

Blada cera...


-Wypuść mnie.- Wyłkała prośbę o litość.- Błagam...

Lestat położył dłonie na jej karku, uśmiechnął się ciepło i szybkim, zgrabnym ruchem skręcił jej kark. Ta nie zdążyła nawet krzyknąć w okropnej agonii, jej ciało bezwładnie upadło na dywan, otoczone kałużą własnej krwi.
Alice zakryła usta dłonią by nie krzyknąć i powoli się wycofywała, lecz na jej nieszczęście plecami popchnęła małą kolumnę z wazą, która zachwiała się i spadła rozbijając na tysiące małych odłamków.
Wampir od razu zwrócił głowę w jej stronę. 
Gdy ujrzał przerażoną dziewczynkę otworzył szeroko oczy i powoli do niej podszedł.
-Alice, skarbie spokojnie. Nie bój się.
Ta sparaliżowana patrzała na niego jedynie w bezruchu.
W tym momencie piorun znów rozświetlił korytarz padając idealnie na jego twarz.

Oczy jarzące się krwistą czerwienią...


-Alice już dobrze.- Szepnął uspokajająco i ułożył dłoń na jej poliku.

Wzdrygnęła się.

Skóra zimna niczym lód...


-Wampir.- Szepnęła cicho przez zaciśnięte gardło.- Nie...Nie dotykaj mnie !

Zebrała cała swoją odwagę by to wykrzyczeć, i podjąć próbę ucieczki.
Była tak opętana lekiem, że nie zwróciła uwagi na fakt, iż stąpa po odłamkach wazy, które poraniły jej stopy.
Jedyne o czym myślała, to ucieczka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz